20 lutego 2010, 00:16:43
Wspólnych zjawisk prąd
W wieczności faz kontakcie
Wyłania się wciąż
Jeśli istota decyduje o tym, iż rzecz jest rzeczą, to gdy zabraknie w niej istoty, rzecz przestaje być rzeczą, a więc rzecz jest pusta - pozbawiona rzeczy. Rzecz jest pozbawiona samej siebie - tak też ujmuje się wynik buddyjskiej analizy rzeczy. Innymi słowy, wskutek analizy, jaką przeprowadza buddyjska filozofia, to, co wcześniej brane było za rzecz (przez nazbyt realistycznie nastawiony umysł), okazuje się mieć inny status, okazuje się pozbawione statusu rzeczy. Dlatego właśnie buddyjska filozofia chętniej niż słowem "rzecz" posługuje się notorycznie wieloznacznym terminem dharma, który w tej książce decyduję się tłumaczyć jako zjawisko, co mimo nieuniknionych skojarzeń, jakie budzić będzie w czytelniku znającym zachodnią filozofię, najlepiej, jak sądzę, pasuje do intencji buddyjskiej filozofii. Zjawiska bowiem nie są rzeczami, ale mylnie mogą być za nie brane wtedy właśnie, gdy domniemuje się w nich istotę, której jednak są ostatecznie pozbawione. Analizy, jakich dokonuje buddyjska filozofia, prowadzą zatem do przedefiniowania statusu tego, co dane w doświadczeniu - rzeczy stają się zjawiskami pozbawionymi realnie istniejącej w nich istoty [..]
Z punktu widzenia filozofii buddyjskiej fakt, że coś daje się wyodrębnić tylko w myśli, świadczy o tym, iż być może tylko w myśli ma owo coś swój byt, a byt tworów myślowych nie jest dowodem bytowania tworów pozamyślowych [..] Istota jest tylko czymś pomyślanym, czymś dodanym przez myśl, a nie czymś, co wykrywa się w rzeczywistości [..]
Parmenidesie i wy, którzy udajecie się jego drogą do bytu prawdziwego, wszak zmierzacie "dokąd tylko zmierza pragnienie" metafizyki. W pragnieniu nie ma niczego, co gwarantowałoby jego spełnienie, więc może jest to podróż nazbyt pospieszna. I powtórzcie raz jeszcze, na czymże się tam udajecie!
"Buddyjska filozofia pustki" - Artur Przybysławski, rozdz. 3, Wyd. Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław 2009
W trakcie dyskusji zakłada się, że dyskutant:
Zasady dotyczące formy wypowiedzi:
Od każdego wymagana jest także rzetelność, kultura słowa oraz szacunek do pozostałych dyskutantów. Nie akceptowane są próby manipulacji, uciekanie się do emocji, wulgarne wypowiedzi oraz argumentacja pozamerytoryczna. Jeśli nie jesteś w stanie zastosować się do powyższych zasad, Twój komentarz prawdopodobnie zostanie usunięty.
Opracowano na podstawie: "Etyka międzyludzkiej komunikacji", red. J. Puzynina, wyd. Semper, Warszawa 1993
Michał · 09 lutego 2010 · 23:54:05
Widzę Adamie, że ostatnimi czasy zaczarowały cie te filozofie wschodu. Zastanawiam się, czy dorabiania fajnie brzmiących nazw do oczywistości, nie jest jednak na wskroś banalne. Zresztą nie potrzeba czerpać tu z egzotycznych terminologii, jako że istnieje już w naszym rodzimym słowniku określenie "reifikacja". Żonglowanie rzeczami, bytami, zjawiskami i rzeczywistościami jest tylko tuszowaniem tego jak trywialnym są to spostrzeżenia. Być może wynika to u mnie z braku filozoficznej ogłady, ale dla mnie te cytaty zalatują lekkim bełkotem. Pomimo pięknych słów Świętobliwości jakie niedawno zamieściłeś, w praktyce buddyjska otwartość nie wygląda wcale lepiej niż chrześcijańska. No, może lepiej niż chrześcijańska, ale nie tak zdroworozsądkowo jak się ją przedstawia. Rozbieżności są od kosmologii po teorie ewolucji, ponieważ nauka jest w wielu miejscach sprzeczna z tą filozofią. Może oczywiście przymykać na to oko, ale nie o to nam chyba chodzi. Pozdrawiam.
dunDer · 10 lutego 2010 · 00:59:17
Jeśli chodzi o naukę to masz rację i sam Dalajlama przyznaje, że jeśli buddyjskie wyjaśnienia stoją z nią w sprzeczności, to nauka ma lepsze kwalifikacje do orzekania. Nauka jednak opiera się na pewnych założeniach (w pewnym sensie także metafizycznych, ale w nieco innym rozumieniu tego pojęcia niż użytym we wpisie) i ścisłej metodologii, która gwarantuje jej niezawodność w pewnym zakresie, ale zupełnie ignoruje wszystko inne - m.in. fakt naszego subiektywnego postrzegania - mam tutaj na myśli logikę i "język" umysłu. Świat poznawany przez naukę nie jest światem obiektywnym, a światem intersubiektywnym z perspektywy gatunku ludzkiego i oczywiście opisuje ten świat z takiej perspektywy w sposób poprawny. Nie oznacza to jednak, że na tym wszystko się kończy - np. Twoje odczucie przyjemnego smaku truskawki nie daje się naukowo opisać ani wyrazić w żaden sposób.
Buddyzm za pomocą podobnych metod badawczych bada zupełnie inny obszar - podmiot i dlatego cała ich filozofia skupia się na podejściu czysto psychologicznym. Filozofia buddyjska nie konkuruje z naukami przyrodniczymi, nie jest także religią - to zestaw praktyk, mających na celu poznanie samego siebie w formie swego rodzaju introspekcji (dążenie do szczęścia mówiąc najprościej). Wiele nauk buddyjskich (nie legend, a nauk zaznaczę) takich ludzi jak Czandrakirti czy Dharmakirti wyprzedziło zachodnią myśl i nie można im obecnie zbyt wiele zarzucić (pojęcie zbiorów kolektywnych jakie upatruje w rzeczach dzisiejsza fizyka nie było im obce). Na zachodzie dopiero Wittgenstein rozprawił się z metafizyką (w sensie spekulacji i tautologii przepełnionych błędami logicznymi) w filozofii i oczyścił teren przed nowymi naukowymi paradygmatami, z których korzysta się dzisiaj i które są dla Ciebie oczywiste - logik Dharmakirti problem języka zauważył dużo wcześniej, więc Twoje pretensje wydają mi się nieuzasadnione. Myśl zachodu jest tutaj wtórna do myśli wschodu, a nie odwrotnie. To, że myśl wchodu jest u nas słabo znana niczego nie zmienia. To tak jakby mieć pretensje do mało znanego artysty sprzed kilku wieków za to, że nagrał taką samą piosenkę jak powszechnie znana dzisiaj gwiazda rocka.
Oczywiście myśliciele buddyjscy wychodzą z zupełnie innego stanowiska pomimo tych zbieżności i dlatego nie przywiązują zbyt dużej wagi do aspektów ilościowych świata, kosmologii czy ewolucji, bo zajmują się czymś zupełnie innym. Obecnie jednak to się zmienia, bo w klasztorach m.in. za namową Dalajlamy poszerzono zakres nauk, które obejmują obecnie także myśl zachodnią (polecam "Wszechświat w atomie" Dalajlamy). Dzięki temu uzyskują pewną komplementarność.
Daleko idący sceptycyzm wydaje mi się w tej kwestii bardzo rozsądny, ale warto sprawdzić chociaż czym buddyzm naprawdę jest, zamiast bazując na szczątkowych opiniach budować tak skrajne poglądy na ten temat, bo wydaje mi się, że na razie nie potrafisz odnieść się merytorycznie np. do teorii poznania czy kryteriów prawdziwości w logice Dharmakirtiego - mam rację?
Poza tym nic nie jest banalne i oczywiste. Nauki przyrodnicze i ich metodologia nie są perfekcyjne. Nie powstały też spontanicznie, a wyłoniły się na drodze długiego procesu, który wciąż trwa i dzięki temu nie stoimy w miejscu. Ich źródłem jest filozofia, która od zawsze je kształtowała i możemy na to przymykać oko, traktując je jako niezależne byty, ale nie o to nam chyba chodzi.
Btw. Fragment książki który tu zamieściłem mówi o koncepcjach z VIII w n.e. - jesteś pewien, że na zachodzie ktokolwiek myślał wtedy o reifikacji i roli języka w rozważaniach filozoficznych (przypomnę, że nauka w takim rozumieniu jak dzisiaj jeszcze w ogóle nie istniała)?
Michał · 10 lutego 2010 · 14:20:36
Nię ma co ukrywać, że osoba Dharmakirtiego nie leży w samym centrum moich zainteresowań, ale dla przykładu wspomniany "Wszechświat w atomie" czy tegoż "Nowa Fizyka i Kosmologia" zostały przeze mnie odrobione, więc nie jestem AŻ tak wielkim dyletantem jak mnie rysujesz.
Czy nauka opiera się na jakiś założeniach - oczywiście że tak. Czy jednak zrównuje ją to z takimi systemami jak np religia - oczywiście że nie. Założenia nauki są ustaleniami pewnej konwencji, np co do tego że rzeczywistość istnieje. Są to założenia tak fundamentalne, że samo mówienie o tym nie byłoby możliwe bez ich wcześniejszego przyjęcia. Postulat iż człowiek jest z natury zły, są założeniami nie tyle fundamentalnymi co arbitralnymi. Jeśli analogią miałaby być ta rozmowa, założeniami nauki byłaby możliwość porozumiewania się, za założeniem protoreligijnym, iż prowadzisz ją przy pomocy komputera Della.
Ja w przeciwieństwie do ciebie nie uważam, iż istnieją jakiś zakres tematów o których jest sens dyskutować, a które znajdują się poza zasięgiem nauki. Jeśli ktoś takie widzi, to albo nie wie czym zajmuje się współczesna nauka, albo jego zbiór zagadnień jakkolwiek płodnych poznawczo jest ewidentnie większy niż mój. Zdanie jakoby przyjemność smaku truskawki "nie da się naukowo opisać w żaden sposób" jest nieprawdą. Smak truskawkowy to kombinacje węgla, tlenu i wodoru, zaś przyjemność reakcją neurofizjologiczną naszego mózgu. Pod słowami "nie da się" kryje się coś co zostało już dokonane, dzięki chemii czujesz smak truskawek ich nie jedząc, a dzięki dalszym rozpoznaniom tych biologicznych mechanizmów, w przyszłości zapewne osiągniemy ten sam wyniku samej stymulacji naszego mózgu. Dla mnie to co mówi buddyzm np o moralności i współczuciu jest o wiele mniej interesujące niż to co mówi psychologia ewolucyjna, genetyka, antropologia, badania naszej gospodarki hormonalnej, czy płatów przedczołowych, odpowiedzialne za decyzje i hamowanie impulsów. Do końca nie rozumiem z czego to wynika, że banalne stwierdzenia na ten temat podsuwane nam przez religię i filozofię mają większą recepcje niż szalenie interesujące i weryfikowalne twierdzenia nauki. Czy są lepiej przyswajane bo są prostsze w zrozumieniu, czy boimy się etykiety nieromantycznego chłodnego scjentysty? W ogromnej większości zgadzam się tezami które prezentujesz na blogu i wielokrotnie u siebie zachwycałem się twoim kanałem na youtubie, ale tu twego zdania podzielać nie mogę.
dunDer · 10 lutego 2010 · 16:22:34
Widzę, że nie do końca się rozumiemy. Napisałbym dokładnie to samo co Ty osobie, która wierzy w UFO i objawienie Maryi na szybie sklepu, ale nie masz tutaj do czynienia z kimś tego pokroju.
Metodologia nauk, jak i sama teoria poznania leży poza nauką więc twierdzenie, że nauka opisuje wszystko i nic poza nauką się nie liczy jest naiwne i fałszywe (Russell którego nazwisko widnieje w tytule Twojego bloga dobrze o tym wiedział i przyczynił się do rozwoju nauki właśnie dzięki metanaukowym rozważaniom wraz z Whiteheadem).
Co do smaku, to nie rozumiesz czym jest to pojęcie - smak to subiektywne odczucie pojawiające się w umyśle, który jest produktem mózgu i nie jest z nim tożsamy (tak samo jak działanie komputera [wykonywanie procesu obliczeniowego] nie jest tożsame z samym komputerem). Przykład - smak kaszy gryczanej każdy odczuwa inaczej pomimo, że przebieg reakcji jest taki sam (jedni ją lubią jak ja, a inni nie - nie czujemy więc tego samego smaku pomimo, że zachodzą te same procesy). Opis reakcji nie jest opisem smaku, bo nazwa ta odnosi się do pewnego odczucia umysłu, a przypisanie jej reakcji biochemicznej jest wtórne. Nie można zignorować istnienia umysłu i świadomości tylko dlatego, że nauka nie potrafi ich badać (bo nie potrafi powiedzieć zaglądając w mózg np. "ten człowiek lubi obrazy Rembrandta i gustuje w muzyce Chopina").
Banalne stwierdzenia podsuwane przez religię i filozofię są chwytliwe dla prostych ludzi i dlatego ludzie do nich lgną. Ja jednak nigdzie nie wspomniałem o żadnych banalnych twierdzeniach religii ani filozofii więc nie rozumiem do czego ma się odnosić ta uwaga. O logice Dharmakirtiego wiele buddystów w Polsce nawet nie słyszało, a nawet gdyby, to nie wszyscy by ją zapewne zrozumieli tak samo jak i nie rozumieją systemów logicznych Leśniewskiego.
Wysuwam jednak wniosek, że skoro odnosisz się do jakichś banalnych filozofii, to masz na myśli zupełnie coś innego niż ja, bo nie raczyłeś zapoznać się głębiej z tematem. Jakby to Russell powiedział - powinieneś się zatem wstrzymać od wydawania sądu, skoro bazujesz na niekompletnej wiedzy w tym zakresie.
Kolejna kwestia - buddyzm nie głosi, że człowiek jest z natury zły czy dobry, a jedynie, że dobro i zło to subiektywne odczucia - relacja podmiotu względem przedmiotu, z czym nauka się w zupełności zgadza. Tym samym jest kolor, dźwięk i kształt - to co widzisz to interpretacja rzeczywistości przez Twój umysł, a więc stosunek poznającego do rzeczy poznawanej (co ciekawe Russell w "Szkicach sceptycznych" miał na ten temat identyczny pogląd). Buddyzm z nauką tutaj się nie rozmijają, więc nie wiem z czym polemizujesz, bo na pewno nie z filozofią buddyjską - zapewne z jej błędnym wyobrażeniem.
Nie jest prawdą, że nie zgadzasz się tutaj z moim zdaniem. Nie zgadzasz się tutaj ze zdaniem, które uznałeś z niewiadomych przyczyn za moje, ale które nie ma nic wspólnego z moimi poglądami. Nie winię Cię za to, bo nie musisz znać się na historii i filozofii nauki czy teorii poznania, ale zważ na to, że nie masz do czynienia z wyznawcą New Age, który postanowił porzucić wszystko, palić trawkę, uprawiać seks i modlić się do złotego posążka. Szczerze mówiąc nie chce mi się za bardzo rozwodzić, bo wiem o co Ci chodzi, potrafię wychwycić Twoje intencje i wbrew pozorom w dużej mierze się zgadzamy.
Buddyzm interesuje mnie tak samo jak filozofia i mitologia starożytnej Grecji, nie oznacza to jednak, że jestem buddystą czy wyznawcą Zeusa. Rozumiem Twoje obawy, ale wierz mi, że są nieuzasadnione. Jakbyś chciał szerzej zapoznać się z moim stanowiskiem w tej sprawie i je zrozumieć to zapraszam do dyskusji na gg/mail/xmpp, bo to zbyt złożone kwestie aby je tutaj szczegółowo omawiać.
dunDer · 17 lutego 2010 · 03:00:18
Odsyłam do wpisu "Nauka z buddyzm" i "Artur Przybysławski o sceptycyzmie" - to powinno rozjaśnić nieco sprawę. Obecnie jestem także w trakcie czytania monografii Joanny Białek pt. "Filozoficzna myśl buddyjska w Tybecie" i nie powiedziałbym, żeby to były oczywistości czy banały.