blog music artwork youtube channel contact
kategorie
aktywność fizyczna
filozofia i nauka
informatyka
sztuka i twórczość
wszystkie wpisy
wpisy w rss
komentarze w rss
wirtualna biblioteka
radio natura


e-znajomości

Rozmawiający znajomiW przeciągu ostatnich lat świat bardzo się zmienił. Rozwój techniczny pociągnął za sobą zmiany w relacjach międzyludzkich, a także zmiany w relacji człowieka z samym sobą. To nie jest już ten sam świat który pamiętam z czasów swojego dzieciństwa. Mimo iż byłem i nadal jestem świadkiem tych wielkich zmian, mam wrażenie, że nie jestem do końca w stanie za nimi nadążyć. Może to właśnie sprawiło, że zacząłem niezdrowo zastanawiać się nad każdym szczegółem rzeczywistości która mnie otacza i której jestem częścią. Choć zapewne nie przynosi to nikomu zbyt wiele pożytku i jak to niektórzy twierdzą – filozofia jest pewnym rodzajem schorzenia, ogólne rozważania i spekulacje na temat groteskowości świata sprawiają mi wielką przyjemność, choć rzadko dotyczą przyjemnych spraw.

Tematem, który nie pozwolił mi dzisiaj zasnąć jest nawiązywanie znajomości, czy też potocznie mówiąc – poznawanie się. W czasach gdy komunikacja elektroniczna nie istniała, ludzie zwykli poznawać się osobiście. Oczywiście można było także zaadresować list na jakiś losowy adres, ale przypuszczam, że mało kto korzystał z takiej możliwości. Zapoznawano się poprzez znajomych, ale także w podróży, przypadkowo – dwoje obcych zupełnie obcych sobie ludzi w jednej chwili zapoczątkowywało znajomość poprzez niezobowiązującą rozmowę. Wizyty u znajomych zapowiadano listownie, poprzez posłańców, lub też w ogóle ich nie zapowiadano. Jeszcze w czasach mojego dzieciństwa rzadko kiedy koledzy z klasy umawiali się na spotkanie i jeden wędrował do domu drugiego w nadziei, że akurat go zastanie. Czasy te przeminęły wraz z upowszechnieniem się telefonów – najpierw stacjonarnych, a później mobilnych. Niedługo później komputery spowszechniały i pojawił się Internet.

Dziś ludzie umawiają się przez SMS, e-maile i komunikatory. Przepływ informacji przyspieszył – komunikacja stała się łatwiejsza, ale dystans pomiędzy ludźmi się zwiększył. Nawiązywanie znajomości przeniosło się w świat wirtualny. E-poznawanie jest niestety o wiele uboższe i bardziej prymitywne – ograniczone maksymalną ilością dopuszczalnych znaków i zdehumanizowane. Pozorna anonimowość pozwala ludziom na więcej fałszywości i często pozbawia szacunku i zaufania do innych. Nie ma co się dziwić, bo w końcu bezpośrednio kontaktujemy się jedynie z maszyną, która wypluwa znaki i nie jesteśmy w stanie “odczuć” osoby znajdującej się na drugim końcu kabla. Ale i anonimowość staje się powoli zamierzchłą przeszłością. Powstała masa portali społecznościowych, a także serwisy typu Twitter czy Blip, które zaczęły zmierzać w zupełnie innym kierunku. Kiedyś ciężko było siłą wyciągnąć od kogoś prywatne informacje – dzisiaj ludzie narzekają, jeśli nie da im się możliwości ich upublicznienia. Osobiście nie uważam tego za bardzo negatywne zjawisko, jeśli tylko ktoś jest szczery i nie ma nic do ukrycia przed innymi, ale ma to także swoje wady.

Wracając do ludzi i sedna moich rozważań, ciężko jest się pogodzić nie z rozwojem techniki, a ze zmianami w postawach ludzi. Pomimo tak ogromnych możliwości i całego potencjału komunikacyjnego, coraz bardziej się od siebie oddalamy zamiast się do siebie zbliżać, co wydaje się wręcz paradoksalne. Znajomości zaczynają być coraz częściej wypierane przez elektroniczne pseudo-znajomości, w których ustalane są niemalże formalne warunki z obu stron. Informacje, które wychodzą zazwyczaj przy pierwszej bezpośredniej rozmowie, takie jak wygląd, usposobienie, ton głosu, zachowanie, pozostają ukryte. Pozostałe są przedstawiane w bardzo ograniczonej formie – regulowanej przez nadawcę i zupełnie odcięte od emocji, które czasami jedynie można wyczytać z prymitywnych piktogramów lub sposobu formułowania zdań czy doboru słów. Co więcej w wielu serwisach społecznościowych dodatkowo ogranicza się długość wypowiedzi, co zmusza do nadmiernych symplifikacji i nieuzasadnionej redukcji treści. To jednak jeszcze nie jest istotą problemu.

Istotą problemu jest to, że jednocześnie kontakty bezpośrednie zostały ograniczone do minimum. Coraz mniej jest sytuacji w których dwoje ludzi spotyka się tylko po to aby bez reszty oddać się rozmowie, a jeśli nawet, to co chwila jest ona przerywana spoglądaniem na zegarek albo brzęczeniem telefonu. Nie rozumiem dlaczego rozmowa z kimś z daleka miałaby być ważniejsza niż rozmowa z kimś, u kogo aktualnie przebywamy – wydaje mi się, że to zupełne pomieszanie priorytetów. Poza tym próby rozwinięcia e-znajomości zazwyczaj są także skazane na niepowodzenie. O ile nie jest jeszcze niczym nadzwyczaj dziwnym rozpocząć przypadkowo rozmowę z nieznajomym na przystanku autobusowym czy korytarzu uczelni, tak zaproponowanie osobistego spotkania osobie, z którą łączy nas jedynie korespondencja e-mailowa bądź wymiana zdań w serwisie społecznościowym, szczególnie po krótkim czasie, wydaje się czymś zatrważającym. Zawsze można obawiać się oczywiście jakiegoś podstępu, ale w większości wypadków pojawia się po prostu irracjonalny lęk i niepotrzebna nadinterpretacja intencji.

Dzisiaj nie da się już z nikim spotkać bez konkretnego celu – ot tak dla czerpania przyjemności z niezobowiązującego dyskursu. Wszystko musi mieć powód, a jeśli nikt go jawnie nie przedstawia, to musi coś ukrywać i to już jest samo w sobie podejrzane. Nie mając pełnej informacji na temat człowieka jakiej domaga się umysł, uzupełnia on często braki błędnymi wyobrażeniami, których bynajmniej nie ma potrzeby weryfikować poprzez nawiązywanie zdrowych, bezpośrednich kontaktów. Równie dobrze taką e-znajomość możnaby prowadzić z inteligentną maszyną, która tylko oszukiwałaby nas, że jest człowiekiem. Nie musiałaby ona nawet działać dokładnie tak jak ludzka inteligencja – wystarczyłaby po prostu jej imitacja.

Internet i elektroniczne środki komunikacji dają nam ogromne możliwości, ale niosą za sobą także zagrożenia. Podczas gdy w sieci tworzone są coraz większe skupiska ludzi i wirtualne społeczności, wychodząc z domu coraz więcej ludzi wkracza do świata składającego się z wyalienowanych jednostek. Zamiast zwykłych znajomych są znajomi na Facebooku, Naszej-Klasie czy Blipie. Niesie to za sobą oczywiście poważne konsekwencje. Nasz mózg ma pewne biologiczne uwarunkowania, których nie da się przeskoczyć. To co miało nam ułatwić życie zaczyna w przypadku niektórych zamieniać je w koszmar. Liczba samobójstw nieustannie rośnie, ludzie doceniają rozwój ale jednocześnie czują się coraz mniej szczęśliwi. Presja związana z szybką wymianą informacji zmusza do pracy w rytm elektronicznych zegarów. A czymże jest czas? Przecież współczesna nauka obaliła jego władzę absolutną. Czy technika jest naszym narzędziem, czy to my stajemy się narzędziami techniki? Warto czasami wyłączyć to wszystko, zanim wyłączy nas i zastanowić się nad tym czy cel dla którego wprowadziliśmy te wszystkie udogodnienia w nasze życie został urzeczywistniony.

8 komentarzy »

  1. +1

    Jest to jedna z tych rzeczy, która mnie przeraża w Internecie. Wielu zapomina jak wielką przyjemność niesie za sobą zwykłe spotkanie się z kimś nowym.

    Ja jako człowiek, jeszcze, “starej” daty męczę się siedząc w mieszkaniu, bez możliwości pogadania z kimś w cztery oczy. Komunikator trochę rekompensuje ten brak, jednak nigdy nie zastąpi zwykłego, tradycyjnego, kontaktu.

    radmen — 20 lutego 2010 @ 07:37

  2. To takie przykre. Z wielką trwogą czytałem kolejne linie Twojego wpisu. Myślę, że nie byłoby nic złego w kontaktach nawiązywanych drogą “elektryczną”, gdyby nie determinizm jaki je cechuje. TO TAKIE PRZYKRE.

    Mimo wszystko nie ma się co martwić. Patrząc na swoich przyjaciół zza granicy mogę powiedzieć, że Polacy są w fazie zachłyśnięcia się społecznościami wirtualnymi. Anglicy i Francuzi teraz próbują to wykasłać, a my dopiero łapczywie chwytamy kolejne hausty powietrza. Ale niedługo pojawi się “kaszel” i stosunki między ludzkie staną się bardziej zbalansowane. Choć nigdy już nie będą takie same.

    msx — 20 lutego 2010 @ 08:34

  3. Mimo wszystko komunikacja elektroniczna ma też swoje pozytywne strony. Poprzez właśnie ten dystans i brak bezpośredniości ludzie bywają bardziej otwarci i częściej rozmawiają o swoich problemach, na temat których w “realnej” komunikacji by sobie na rozmowę nie pozwolili. Do tego zyskujemy możliwość kontaktowania się z ludźmi, z którymi bez tego w życiu byśmy się nie “spotkali”.

    Jednym słowem wszystko jest dobrze, póki człowiek sobie zdaje sprawę, że taka e-znajomość to e-znajomość, a nie zwykła znajomość z konieczności ograniczona tymczasowo uwarunkowaniami technicznymi komunikacji elektronicznej. Z tym jednak jest problem, co widzę zarówno u niektórych moich znajomych, jak też i gdy patrzę na swoją internetową przeszłość…

    katafrakt — 20 lutego 2010 @ 10:56

  4. No niestety, trochę chybiłeś. Albo ja nadinterpretuję.

    Mam wrażenie, że jedną z tez tekstu jest — „nowoczesne środki komunikacji sprzyjają rozpadowi personalnych więzi międzyludzkich (oraz pośrednio samobójstwom)”.

    Tak się jednak składa, że proces atomizowania społeczeństwa — czyli właśnie rozpad więzi osobowych, wyobcowanie jednostek etc. — postępuje od rewolucji przemysłowej, czyli około 200 lat. Zaczęto na niego zwracać szczególną uwagę na przełomie XIX i XX wieku. Trudno więc o ten stan rzeczy winić komunikację elektroniczną, której wtedy po prostu nie było.

    Wzrost liczby samobójstw z kolei obserwuje się od kiedy tylko statystyka zaczęła obejmować i to zjawisko. Spowodowane jest to faktem, że rozwój centralnych ośrodków statystycznych i uwzględnienie w statystyce innych kategorii niż liczba ludności, wiek, płeć i kilka innych podstawowych wynika z unowocześnienia społeczeństwa. To samo unowocześnienie powoduje kilka innych zjawisk, które z kolei wpływają na zwiększanie tendencji samobójczych (tak w wielkim skrócie — ale mam nadzieję że dość jasno).

    Jeśli zaś chodzi o samą komunikację elektroniczną, nie demonizowałbym jej. Ma pewne wady, o których wspomniałeś. Ale np. selektywność przekazywanych informacji (świadome kształtowanie) z jednej strony może prowadzić do tworzenia nierealnych obrazów — jakichś awatarów — zaś z drugiej pozwala wyeksponować cechy które zazwyczaj potrzebują trochę więcej czasu żeby zostać zauważone. Myślę że komunikacja elektroniczna jest zbawieniem dla osób nieśmiałych albo niezbyt atrakcyjnych fizycznie. Ktoś wyglądający nadzwyczaj przeciętnie, ale mający coś do powiedzenia, pozostałby niezauważony w tłumie ludzi. W Internecie z kolei na pierwszy plan wychodzi to co ma do powiedzenia a nie wygląd. Ten też jest łatwiej zaakceptować gdy zna się inne zalety danej osoby (swoiście odwrócony efekt halo). Znajomości z Internetu mogą być przeniesione do świata poza komputerem, zwłaszcza jeśli możliwości na to pozwalają (w Internecie można przypadkowo spotkać ludzi z tego samego miasta).

    Nie lubię uznawania Internet czy wydarzenia z niego za mniej realne niż te ze świata poza komputerem i wartościowania ich za jakoby „gorsze”. Uczucia się równie realne w obu. Poczucie przynależności również. Potrzeby albo ich zaspokojenie także (acz tutaj różnią się środki). Itd, itd.

    Minio — 21 lutego 2010 @ 22:57

  5. Jeśli chodzi o początek rozpadu więzi to oczywiście postępuje on od początku rewolucji przemysłowej, ale przybiera na sile tak samo jak i ilość samobójstw. Nie chodzi tutaj o to, że w statystykach figuruje jakaś wielka liczba wzbudzająca trwogę, a raczej o to, że średnia ilość samobójstw z roku na rok się zwiększa. Oczywiście ciężko podać tego bezpośrednie źródło, bo to kwestia bardzo złożona. Chodziło mi jedynie o to, że ludzie stają się najwyraźniej coraz mniej szczęśliwi w świecie przepełnionym cudami techniki.

    Co do pozytywnych aspektów rozwoju technicznego, to z tym się nie spieram – wszystko ma swoje plusy i minusy. Technika sama w sobie nie jest zła ani dobra.

    Nie lubię uznawania Internet czy wydarzenia z niego za mniej realne niż te ze świata poza komputerem i wartościowania ich za jakoby „gorsze”. Uczucia się równie realne w obu. Poczucie przynależności również. Potrzeby albo ich zaspokojenie także (acz tutaj różnią się środki). Itd, itd.

    Niestety nie każdy ma takie podejście i wciąż można spotkać osoby którym wydaje się, że w Internecie ludzie są wirtualni i w związku z tym można ich traktować zupełnie inaczej.

    dunDer — 22 lutego 2010 @ 16:37

  6. Z jednej strony byłbym powściągliwy przy przypisywaniu Internetowi jakiegoś znacznego wpływu na liczbę samobójstw, ale z drugiej jednak bezpośrednimi danymi nie dysponuję. Jarosz w swojej książce przeanalizowała liczbę samobójstw w Polsce z drugiej połowy XX wieku (zdaje się że były to lata 1954-1997; sama książka ukazała się w 1999 roku) i przyrost był mniej-więcej stały. Jednak rozwój nowych technologii komunikacyjnych w Polsce to raczej XXI wiek, więc jej statystyka siłą rzeczy nie obejmowała tego aspektu.

    Dysponujesz może odpowiednimi danymi? Sprawdzałeś to?

    Minio — 22 lutego 2010 @ 20:18

  7. Zgodnie z tym co podają statystyki naszej Policji, od 1991 r. liczba samobójców w Polsce jest względnie stała, widać jedynie wzrost w latach 1992-1998. Niestety to trochę za mało danych, żeby mieć pełny obraz sytuacji. W USA zgodnie ze statystykami na lata 1950-2003 trwa tendencja spadkowa. Ale biorąc pod uwagę statystyki WHO dotyczące całego świata, przez 45 lat nastąpił wzrost liczby samobójstw o 60%. Tekst ma charakter spekulacyjny, więc oczywiście ten wzrost może nie mieć zupełnie nic wspólnego z rozwojem technologicznym, choć trochę ciężko byłoby mi w to uwierzyć (co nie znaczy, że nie mogę się mylić).

    dunDer — 22 lutego 2010 @ 22:39

  8. Tamta statystyka policyjna jest tutaj bezwartościowa choćby z tego względu, że podaje liczby bezwzględne zamiast współczynników. Liczba samobójstw może drastycznie wzrosnąć podczas gdy ich wskaźnik pozostać na niemal stałym poziomie. Tak samo liczba samobójstw może spaść, a wskaźnik wzrosnąć (w przypadku bardzo drastycznego spadku liczebności populacji).

    Poza tym wspomniana Jarosz przedstawia szereg zastrzeżeń metodologicznych dotyczących statystyki policyjnej w odniesieniu do samobójstw. Oczywiście to było 10 lat temu, więc może już sytuacja uległa zmianie. Samych zarzutów nie pamiętam.

    Jeśli chodzi o WHO, to jeśli mapka jest stworzona na podstawie tej tabelki to jest co najmniej niepewna. Wiele z danych tam zawartych pochodzi jeszcze z ubiegłego wieku.

    Ale weźmy ich informacje dot. Polski (mają tę zaletę, że oferują wskaźniki zamiast liczb bezwzględnych). Co widzimy? 2000-15,1. 2005-15,8. 2006-15,2. Wahania dość nieznaczne, a z pewnością nie widać żadnego drastycznego wzrostu za który można by zrzucić odpowiedzialność na nowe technologie. Przy założeniu że 2006 rok jest już rokiem w którym nowe technologie komunikacyjne są odpowiednio powszechne w Polsce. Na pewno jest to jeszcze przed boomem na portale społecznościowe oraz mikroblogging.

    Aktualnie dalej stoję na stanowisku że brak jest danych aby potwierdzić istotny wpływ nowych technologii komunikacyjnych na liczbę samobójstw. Uważam jednak że kiedy dane takie będą dostępne/znalezione, jedyne co udowodnią to to, że nowe technologie komunikacyjne jako takie mają raczej niewielki wpływ na wzrost liczby samobójstw (bo zdaje się że taka jest Twoja teza).

    Biorąc pod uwagę Stany Zjednoczone (zdaje się że połowa lat 90. to okres intensywnej internetyzacji), wysnuć można wniosek wręcz przeciwny — możliwości komunikacyjne jakie oferują nowe technologie zapobiegają samobójstwom. Byłoby to zresztą zgodne z teorią Durkheima, jak sądzę.

    Minio — 22 lutego 2010 @ 23:23

W trakcie dyskusji zakłada się, że dyskutant:
  • mówi prawdę;
  • dba o zrozumiałość swojej wypowiedzi;
  • jest w stanie porzucić swoje stanowisko gdy jego argumenty zostaną obalone;
  • zgadza się na przestrzeganie zasad dotyczących formy wypowiedzi;
Zasady dotyczące formy wypowiedzi:
  • prawo do swobodnego wyrażania swoich poglądów, jeśli nie naruszają one pozostałych zasad;
  • gotowość do merytorycznego uzasadnienia swojego stanowiska;
  • branie pod uwagę rzeczywistych poglądów oponenta (które wyraził explicite) oraz ich logicznych wniosków;
  • obrona poglądów za pomocą twierdzeń przemawiających za ich akceptacją;
  • rozwijanie argumentacji odwołującej się do założeń przyjętych przez oponenta (nie podpieramy się autorytetami, wartościami ani hierarchiami, których on nie uznaje dot. to szczególnie tematów poświęconych przekonaniom religijnym i etyce)

Od każdego wymagana jest także rzetelność, kultura słowa oraz szacunek do pozostałych dyskutantów. Nie akceptowane są próby manipulacji, uciekanie się do emocji, wulgarne wypowiedzi oraz argumentacja pozamerytoryczna. Jeśli nie jesteś w stanie zastosować się do powyższych zasad, Twój komentarz prawdopodobnie zostanie usunięty.

Opracowano na podstawie: "Etyka międzyludzkiej komunikacji", red. J. Puzynina, wyd. Semper, Warszawa 1993

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. Adres URL dla TrackBacków

Dodaj komentarz